Czwartek, 07:04 03-07-2014

Skoki do wody. Jak nie zostać kaleką

Każdego roku w okresie wakacji ponad 700 osób w Polsce trafia na wózki inwalidzkie z powodu nierozważnego skoku do wody. Przed sezonem letniego wypoczynku nad wodą, sprawdź jak z powodu chwili szaleństwa, braku wyobraźni nie zostać kaleką.

Ryzykowany skok kosztować może kalectwo.
Fot. sxc. hu

Skoki do wody są jedną z trzech najczęstszych przyczyn urazów kręgosłupa. W Polsce każdego roku doznaje ich 750 osób, głównie ludzi młodych w wieku 13 - 25 lat, którzy podczas zabawy nad wodą dają się ponieść brawurze i skaczą na główkę do wody, której nie znają. Ten jeden skok zmienia potem ich życie.

Uderzenie, które nie boli

Skok z pomostu, który kończy się uderzeniem w dno i uszkodzeniem rdzenia kręgowego w części szyjnej, jest uszkodzeniem nieodwracalnym. Prowadzi do porażenia rąk lub rąk i nóg. Po takim urazie człowiek nie czuje swojego ciała, nie może się ruszać. Jest skazany na wózek inwalidzki do końca życia.
Nieudany skok nie boli, czasami nawet po doznaniu urazu nie traci się przytomności. Jest tylko przejmujący strach, że nie wypłynie się już na powierzchnię. Bo mimo doskonałych umiejętności pływackich na skutek urazu nie można ruszyć rękami, nogami. Dryfuje się głową w dół i się topi. Gdy się wypłynie, ma się wrażenie, że nic się nie stało. Tylko ręce i nogi odmawiają posłuszeństwa.

Lekarze, którzy zajmują się leczeniem „skoczków” podkreślają, że wielu z tych, którzy przeżyli niefortunny skok do wody na główkę myślą, iż znaleźli się w szpitalu na krótko, że kłopoty ze sprawnością ruchową są przejściowe i przemijające. Kryzys nadchodzi później. Gdy mimo długiego leczenia i rehabilitacji  nie udaje się odzyskać  sprawności.